Księga gości

2008
październik
kwiecień
2006
listopad
sierpień
kwiecień
styczeń
2005
grudzień
listopad
lipiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2004
grudzień
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2003
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń



Design by Kosi for Projektantki Pic from adsero


02:05:38 2008-10-31

Dla Ciebie
Żeby Ci smutno nie było.
Popatrz- nawet notka specjalnie dla Ciebie.
Dla Ciebie :)

skomentuj (1)

02:13:29 2008-04-29

[n]
Nadal żyję, niech on też jeszcze pożyje. Skasować po mojej śmierci :)

skomentuj (0)

00:23:18 2006-11-22

105


Nie wiem do końca, co jest nie tak.


Cztery lata to kupa czasu.


Raz że już nie chcę mieć rudych, kręconych włosów.


Dwa, że glany walnęłam w kąt, a pod wieszakiem stoją eleganckie czółenka na obcasie.


Trzy, że czerń widuję już tylko na stronach skryptów i kserówek- kiedy coś się źle odbije.


Aparat kurzy się w szufladzie.


Hłasko, Dostojewski i Marquez czekają już tylko na moje dzieci, sama do nich nie wrócę.


Portishead już nie jest lekarstwem na wszystko, czasem tylko bywa.


W moim pokoju rośnie paprotka, dostałam ją, dbam o nią i niech sobie żyje.


Wszystko się zmienia razem ze mną, cały świat zdaje się zauważać, że już po wszystkim.


Chyba po wszystkim.


Nic to, Magdusia, nic to.


Na razie półoficjalnie

ale

miłego. I do zobaczenia kiedyś.

skomentuj (8)

13:26:48 2006-08-02

[104]



Ręce poparzone od talii, a plecy od pływania w pełnym słońcu, włosy zniszczone od wody i pięty nie do doczyszczenia od chodzenia w ślesinkach, ciuchy w plecaku trochę jeszcze mokre, jakieś mrówki w śpiworze, jakiś piasek w sztormiaku, paznokcie do reanimacji, buty na śmietnik, spodnie już tylko do sprzątania. Przy szlufkach za to szekla, której zapomniałam oddać i krawat, który celowo zakosiłam (zaharcerzyłam raczej), przy bluzie lilijka "co to ją cywile nosić mogą", w śpiewniku kilka nowych piosenek, na gitarze kilka nowych stłuczeń. Opuszki palców skamieniałe. Na gadu kilka nowych numerów, w telefonie kilka nowych wpisów. Na koncie kilka nowych postanowień- że pisać będę, że nie zapomnę, że się wszyscy spotkamy.
Za mną kilka nowych doświadczeń, kilka wzruszeń (i płakać potrafię), kilka "świńskich godzin", fochów milion, idiotyzmów dwa miliony. Głupich dowcipów jeszcze więcej.

Bilans: Na plus.
Plany na przyszłość: Wrócić.

skomentuj (6)

23:01:47 2006-04-25

[103]

Studenci studiów medycznych są najbardziej chorymi ludźmi na świecie.
Zgodnie z zasadą: czego oczy nie widzą, tego sercu nie żal, przez 20 lat żyłam w przekonaniu, że jestem zdrowa.
Po parazytologii doszukałam sie u siebie 4 pasożytów wewnętrznych i dwóch zewnętrznych.
Po genetyce mam z 3 różne zespoły i syndromy.
Po psychologii mam zaburzenia osobowości, świadomości i z 4 nerwice.

A wykładowcy z uśmiechem dodają: poczekajcie na onkologię.

Jeśli ktoś z mojego roku doczeka obrony pracy magisterskiej, wniosę o uczynienie budynku UM miejscem świętym, bo to niemożliwe, żeby z tak wielką ilością schorzeń i wad, przeżyć do końca studiów.

skomentuj (2)

00:30:02 2006-01-10

[102]
Zrobiłam porządek w księdze. Wywaliłam koło 50 wpisów- reklam, „fajowych blogaskoof”, takich rzeczy. Powinnam chyba też posprzątać pokój. Ale mi się nie chce. Ubrania, książki i widelce leżą od dwóch tygodni na podłodze. Wszystko wygląda tak, jakby ktoś wrzucił zawartość moich szafek do wielkiego koktajlera (jakkolwiek to się nazywa) i włączył. Ale zapomniał wcześniej zamknąć. Po czyste skarpetki chodzę do siostry. Ogólnie strasznie rozbita. Nie lubię zimy.
A rok miał być lepszy. Już to widzę. Mając w niedalekiej przyszłości wizję koła poprawkowego z biochemii (albo dwóch, to nadal pozostaje dla mnie zagadką) i Strasznie-Wielkiego-Zaliczenia z anatomii.
Poza tym anatomia nie taka straszna.
Siedem lat temu, kiedy Siostra przychodziła z prosektorium i wesoło oznajmiała, że lubi zapach formaliny, myślałam o niej: „Chora”, „Idiotka”, „Zboczona”. Teraz myślę tak o sobie. Nie jest to może wielka miłość, perfum z nutą formaliny bym sobie nie kupiła, ale reaguję dużo lepiej niż reszta grupy.
Właśnie zeżarłam wielką paczkę chipsów z Biedronki. I czekoladę z Biedronki. I pół paczki wafelków. Też z Biedronki. Mam chyba bulimię. W jedną stronę- obżeram się, ale nie oddaję. Moje spodnie uważają tak samo.
Wracam do aminokwasów, białek, enzymów i kwasów nukleinowych. Żeby im za smutno beze mnie nie było.

skomentuj (4)

19:55:47 2005-12-19

[101]

Magdzie rośnie ząb mądrości.
Gdyby ktoś spytał Magdę o zdanie, przyznałaby, że nie czuje się z tego powodu mądrzejsza. Ale oczywiście nikt jej nie pytał o zdanie w kwestii wyrastania zębów. Bo gdyby miała wybór, ich ilość byłaby ograniczona. A tak ciągle jej coś nowego wyrasta. Nie widać końca. A szczęka przecież ma ograniczoną pojemność.
Zęby mądrości (niedziałające) jakby o tym nie wiedziały, ciągle wyrastają.

A teraz clou całej sprawy: ząb mądrości rosnąc boli. A Magda jest spuchnięta z jednej strony i wygląda jak owoc miłości chomika i zranionej sarenki. Pół na pół. Z jednej strony opuchnięta, a z drugiej ze łzami w oczach. Tylko tej drugiej, bo pierwsze oko kryje się gdzieś między fałdami opuchniętej twarzy i nie wiadomo, czy ze łzami. Równie dobrze może grać w ruletkę.

Czy ktoś może coś na to pomóc? Apap? Albo wielkie szczypce?

skomentuj (4)

13:59:15 2005-11-10

[100]

Angielski. Słówka medyczne.

Ang: A słowo joint co znaczy?
My: No...
Ang: Staw.
My: Stuff?
Ang: Właśnie.
My: Aha.


Kurtyna :p

skomentuj (2)

12:09:29 2005-07-06

[99]

Od kiedy skończyłam 13 lat, czułam wewnętrzną potrzebę napisania powieści. Oczywiście powieści jedynej w swoim rodzaju, głębokiej, bo z ukrytym przesłaniem, które tylko nieliczni będą potrafili odczytać, a językoznawcy przez lata będą się zachwycać subtelnością aluzji i radością odkrywania coraz to nowszych ukrytych wartości. Ponadto powieść ta miałą być ponadczasowa, ponadwiekowa, ponad uprzedzeniami i ogólnie wydana chyba w ponadwydawnictwie.
Osoby, które nie śledzą na okrągło branży wydawniczej, poinformuję, że nie słyszały o tej powieści tylko dlatego, żę nie została ona jeszcze wydana.
Powód jest prosty. Nigdy jej nie ukończyłam. Zatrzymywałam się zwykle koło dwunastej strony. Dodam tylko, że mam całe stosy zeszytów z początkowymi dwunastoma stronami dziesiątek ponadczasowych powieści mojego autorstwa, Problemem, który nie pozwalał mi na orzekroczenie owej magicznej dwunastki był prawie zawsze gwałt, ewentualnie jakaś inna burzliwa scena łóżkowa.
Jako bardzo krytyczna w stosunku do siebie młoda pisarka, po przeczytaniu pierwszych dziesięciu stron rękopisu, zauważałam, że całość zaczyna się robić nieco nudnawa. No bo jak długo główna bohaterka (oczywiście kobieta) może popylać na karej klaczy (ewentualnie ogierze, tutaj wykazywałam się pewną inwencją) przez zaczarowane i pełne niebezpieczeństw puszcze.
Warto zauważyć, że książki pióra mistrza Sapkowskiego odcisnęły wyraźne piętno na mojej wizji książki doskonałej, gdyż nie wyobrażałam sobie akcji nigdzie indziaj niż w cudownym świecie fantazy.
Wracając więc do młodej kobiety, na ogół elfki, no bo jak, to opisawszy już wszystkie szczegóły botaniczne lasu, zoologiczne karej klaczki (lub ogiera) i anatomiczne głównej bohaterki, zaczynałam zastanawiać się na fabułą.
Od samego początku miała chwytać za serce, gardło i mrozić krew w żyłach. Dlatego właśnie gwałt, ewentualnie scena łóżkowa (burzliwa, rzecz jasna), nadawały się do tego doskonale.
Tutaj jednak pojawiały się trzy problemy:

Primo: Jako trzynastoletnie dziewczę pojęcia nie miałam, na czym może polegać scena łóżkowa (tym bardziej burzliwa).

Secundo: Wychowana w dobie feminizmu miałam głęboko zakorzenione, że główna bohaterka nie może być przecież zgwałcona, bo to strasznie seksistowskie. Z drugiej jednak strony głupio by wyglądało, gdyby to ona była gwałcicielem. Miała przecież swoje zasady moralne.
I była czysta jako ta lelija na polu.

Tertio: Zważywszy na to, że powieść miała być zachłannie czytana zarówno przez dorosłych, jak i dzieci, dochodziłam do wniosku, że scena łóżkowa, a tym bardziej gwałt, będą wysoce nieedukacyjne.

Dlatego liczba dwanaście stała się moją zmorą pisarską.

Znalazłam jednak bezcenny rękopis, w którym udało mi się dotrzeć aż do czternastej strony. Dramatyczną scenę gwałtu dyskretnie przemilczałam, zakładając, że będę do niej wracała w czasie akcji, co spotęguje wrażenie dynamiki zapewne, bo inaczej tego nie umiem wytłumaczyć.
Strony czternastej nie przekroczyłam, ponieważ zdałam sobie sprawę, że główna bohaterka nie ma co robić. Nie ma celu w życiu.
A tym bardziej przesłania.
Tak daleko moja inwencja twórcza nie sięgała. Całe jej pokłady zostały wykorzystane na ten gwałt przemilczany.

W taki oto sposób ludzkość została pozbawiona jednej z najbardziej wartościowych i niezwykłych książek w historii.

skomentuj (22)

01:26:55 2005-04-16

[98]
Wczoraj, godzina 16.30: stoję na przystanku pod szkołą i niemal ze łzami w oczach patrzę na rozkład jazdy. Łzy ze szczęścia. Rozkład pomazany. Ja skończyłam szkołę. Na świadectwie (co prawda bez tej linijki biało-czerwonej, ale po co ona komu?) małym druczkiem napisane:
„Świadectwo jest dokumentem potwierdzającym posiadanie wykształcenia średniego.”
We wszystkich ankietach będę już mogła z czystym sumieniem wpisywać stan faktyczny. Matura za dwa dni (licząc od soboty).
Nauczycielka próbowała nas dzisiaj przekonać, że była cudowna. I my też. Nikt nie uwierzył. Ona również.
Wracając do świadectwa, trochę mi się pogniotło. Będzie pasowało do reszty. Pomimo strasznego zdjęcia.
Ulżyło mi. Usłyszałam przez przypadek kawałek rozmowy dwóch dziewczyn z mojej szkoły. Treści dokładnej nie pamiętam, sens jak najbardziej. Zgadzały się, że odchudzanie się jest bezsensowne, skoro mają tyle stresów związanych z maturą. Po maturze zaczną. Też się zgodziłam. Po cichutku. Miesiąc chociaż z sześciu lat mojej permanentnej diety „zacznę od jutra” będzie w pełni usprawiedliwiony.
Szlag, jasna cholera i trąd siny mnie trafia, kiedy codziennie rano słyszę w programie „Kawa, czy herbata” peany niemalże na cześć nowej matury. Wzięliby normalnego nauczyciela. Albo nie zapłacili za tych bzdur mówienie, to by się społeczeństwo dowiedziało, jakie nastroje panują w szkołach.
Zamiast spinacza mam kota. Za asystenta. Dużo milszy i włochaty.
Ogólnie umysł w rozsypce. Nieco przerażona. I otępiała.
Po maturze spędzę tydzień w czytelni Empiku. Zaległości odpracowywać. 
Życzcie powodzenia. I piór połamania. Bo się boję nieco :>

skomentuj (14)