12:09:29
2005-07-06
skomentuj (22)[99]
Od kiedy skończyłam 13 lat, czułam wewnętrzną potrzebę napisania powieści. Oczywiście powieści jedynej w swoim rodzaju, głębokiej, bo z ukrytym przesłaniem, które tylko nieliczni będą potrafili odczytać, a językoznawcy przez lata będą się zachwycać subtelnością aluzji i radością odkrywania coraz to nowszych ukrytych wartości. Ponadto powieść ta miałą być ponadczasowa, ponadwiekowa, ponad uprzedzeniami i ogólnie wydana chyba w ponadwydawnictwie.
Osoby, które nie śledzą na okrągło branży wydawniczej, poinformuję, że nie słyszały o tej powieści tylko dlatego, żę nie została ona jeszcze wydana.
Powód jest prosty. Nigdy jej nie ukończyłam. Zatrzymywałam się zwykle koło dwunastej strony. Dodam tylko, że mam całe stosy zeszytów z początkowymi dwunastoma stronami dziesiątek ponadczasowych powieści mojego autorstwa, Problemem, który nie pozwalał mi na orzekroczenie owej magicznej dwunastki był prawie zawsze gwałt, ewentualnie jakaś inna burzliwa scena łóżkowa.
Jako bardzo krytyczna w stosunku do siebie młoda pisarka, po przeczytaniu pierwszych dziesięciu stron rękopisu, zauważałam, że całość zaczyna się robić nieco nudnawa. No bo jak długo główna bohaterka (oczywiście kobieta) może popylać na karej klaczy (ewentualnie ogierze, tutaj wykazywałam się pewną inwencją) przez zaczarowane i pełne niebezpieczeństw puszcze.
Warto zauważyć, że książki pióra mistrza Sapkowskiego odcisnęły wyraźne piętno na mojej wizji książki doskonałej, gdyż nie wyobrażałam sobie akcji nigdzie indziaj niż w cudownym świecie fantazy.
Wracając więc do młodej kobiety, na ogół elfki, no bo jak, to opisawszy już wszystkie szczegóły botaniczne lasu, zoologiczne karej klaczki (lub ogiera) i anatomiczne głównej bohaterki, zaczynałam zastanawiać się na fabułą.
Od samego początku miała chwytać za serce, gardło i mrozić krew w żyłach. Dlatego właśnie gwałt, ewentualnie scena łóżkowa (burzliwa, rzecz jasna), nadawały się do tego doskonale.
Tutaj jednak pojawiały się trzy problemy:
Primo: Jako trzynastoletnie dziewczę pojęcia nie miałam, na czym może polegać scena łóżkowa (tym bardziej burzliwa).
Secundo: Wychowana w dobie feminizmu miałam głęboko zakorzenione, że główna bohaterka nie może być przecież zgwałcona, bo to strasznie seksistowskie. Z drugiej jednak strony głupio by wyglądało, gdyby to ona była gwałcicielem. Miała przecież swoje zasady moralne.
I była czysta jako ta lelija na polu.
Tertio: Zważywszy na to, że powieść miała być zachłannie czytana zarówno przez dorosłych, jak i dzieci, dochodziłam do wniosku, że scena łóżkowa, a tym bardziej gwałt, będą wysoce nieedukacyjne.
Dlatego liczba dwanaście stała się moją zmorą pisarską.
Znalazłam jednak bezcenny rękopis, w którym udało mi się dotrzeć aż do czternastej strony. Dramatyczną scenę gwałtu dyskretnie przemilczałam, zakładając, że będę do niej wracała w czasie akcji, co spotęguje wrażenie dynamiki zapewne, bo inaczej tego nie umiem wytłumaczyć.
Strony czternastej nie przekroczyłam, ponieważ zdałam sobie sprawę, że główna bohaterka nie ma co robić. Nie ma celu w życiu.
A tym bardziej przesłania.
Tak daleko moja inwencja twórcza nie sięgała. Całe jej pokłady zostały wykorzystane na ten gwałt przemilczany.
W taki oto sposób ludzkość została pozbawiona jednej z najbardziej wartościowych i niezwykłych książek w historii.
